...:Księga Jednorożców:...
Co to jest jednorożec? ^^
JEDNOROŻEC {Unicorn} Klasyfikacja MM: XXXX18 Jednorożec jest pięknym zwierzęciem spotykanym w lasach północnej Europy. Jest to rogaty koń. Dorosłe jednorożce są śnieżnobiałe, młode zaś rodzą się złote i w miarę dorasta- nia zmieniają maść na srebrną. Róg, krew i włosy jednoroż- ca mają silne właściwości magiczne19. Jednorożce unikają spotkań z ludźmi, jeśli jednak do tego dojdzie, chętniej pozwolą zbliżyć się do siebie czarownicy niż czarodziejowi. Są tak rącze, że bardzo trudno je złapać. Archiwum
2005
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik

Linki
..:Czego słuchamy?:..
Evanesce Kocham to! Po prostu kocham! [ by Marvolo ]
Nightwish Tego słucha Nadzieja, od czasu do czasu ja też.

*Nasze czasy*
Elen Elwen Elfka w Hogwarcie
..:Magiczne zapiski Joanne Malfoy:.. Siostrzyczka Draco Malfoy'a :D. Bardzo fajna^__^
..:Pamiętnik Gryfonki:.. Wspaniałe opowiadania, warto przeczytać, naprawdę...
..: Dziennik Hanki Forger:.. Mamy szlamę w Slytherinie. Gryfoni strzecie się!
..:Pamiętnik Niny Vance:.. Tej, której nikt tak naprawdę nie zna...
..:Pamiętnik Hermiony Granger:.. Zapiski najmądrzejszej czarownicy na świecie
..:Pamiętnik Słodkich Złośnic:.. Może one nie są, aż takie słodkie? ;)
...:Pamiętnik Quirke Snape:.. Rodzina Snap'eów
..:Pamiętnik Emmy Felton:.. To ona mi pomogła przy szlabanie

*Z dawnych czasów szkolnych*
..:Zapiski Mishy Campton:.. Ta co z Huncwotami szalała...
...:Dziennik Samanthy Lupin:.. Kuzynka Remusa Lupina
..:Pamiętnik Lily Evans:.. Piękne notki, warto tam wejść ;)
...:Lizzy Lupin Black:.. Podobno jesteśmy z nią spokrewnieni...

*Mugole*
..:Avanea:.. Mugolski pamiętnik Nadzieji

*Czarodzieje*
..:Pamiętnik Clariss:... Bardzo ciekawy blog :)

* Designed by Misha *
* Specially for Nadzieja i Marvolo *
* All rights reserved! *




2005-03-07 21:38:58 >> Deneb - ciąg dalszy

Minelo kilka dni od kiedy Nadzieja powiedziala Hermionie o nowej broni Voldemorta, i o zagrozeniu Harry'ego. Hogwart byl teraz taki mroczny. Ja wraz z moja siostra myslelismy ze tylko my widzielismy znak. Chyba jednak mylilismy sie bo w zamku prawie wszyscy o tym mowili.
Dzisiaj po sniadaniu postanowilem pojsc do Harry'ego. Troche mi bylo glupio, bo normalnie w ogole z nim nie gadam. No ale odwazylem sie w koncu do niego podejsc. Gadal wlasnie z Ron'em i Hermiona.
-Eeee... - zaczalem niepewnie -...Harry eee... czy mozemy pogadac...?
-Jasne... - odpowiedzial
-Ale... eee... Na osobnosci... - w tym momencie spuscilem wzrok, bo przyjaciele Potter'a byli teraz wpatrzeni we mnie... Jednak nie potrzebnie sie martwilem bo Hermiona zaraz powiedziala
-No to wy sobie gadajcie, a my z Ron'em juz pojdziemy... Mamy cos do zalatwienia...
Widzialem juz tylko jak znikaja za rogiem.
-A wiec o co chodzi? - zaczal Harry - Czy chciales mi cos wiecej powiedziec na temat tego znaku?
-Tak nie do konca...
-Wydawalo mi sie ze Hermiona z Nadzieja powiedzialy juz wszystko...
-No tak... Chcialem Ci tylko zapytac co zamierzasz zrobic... Bo wiesz... W Hogwarcie atmosfera jest coraz bardziej napieta...
-Sluchaj Mav... Ja nie potrafie tego tak szybko rozwiazac... Zazwyczaj dopiero po pewnym czasie udaje nam sie wszystkiemu zapobiec... Jezeli jednak znasz jakis sposob ktory pomoze nam w tym i to szybko, po prostu powiedz i na pomoz...
-Wszystko w swoim czasie... Wszystko w swoim czasie... - odpowiedzialem tylko i udalem sie na lekcje.
DO konca dnia zastanawiales sie czy w jakis sposob im nie pomoc, ale bylo to bardzo ryzykowne... Gdybym sie do tego zabral Nadzieja zaraz chciala by sie w to włączyć...
Oczywiscie musialem o tym myslec na lekcjach przez co odjeto mi okolo 15 punktow, ale jakos sie tym nie przejalem.

***

W nocy dlugo nie moglem spac. Nie wiedziec dlaczego... Snila mi sie moja matka i przypominaly sceny z przeszlosci. Po jakiejs godzinie meczarni, wstalem, podszedlem do okna i usiadlem na parapecie... Wpatrywalem sie w niebo zupelnie puste... Nie bylo widac na nim ani jednej gwiazdy... Nagle cos mnie strasznie oslepilo... Nie... To nie mogla byc prawda! Zastyglem z przerazenia. Uslyszalem szmery spoza scian. Strasznie duzo osob sie obudzilo i wszyscy oni byli wpatrzeli w Deneb ktory znowu mozna bylo ujrzec na niebie...

C.D.N.
by Marvolo
skomentuj (2)




2005-02-20 15:11:50 >> Deneb - nowa broń Voldemorta.

Pod złotą pierzynką spało sobie smacznie Gryfońskie ‘’dziecię’’. Nazywała się Nadzieja Black. Białowłosa z Gryffindoru. Dziewczyna o twardym charakterze.
Była sobota.
Na błoniach było biało, a jezioro było zamarznięte i lśniło jak tafla stalowa.
Przez zamkowe okna można było zobaczyć Hagrida jak odgarnia śnieg , koło Zakazanego Lasu.
Nadzieja otworzyła oczęta i z niechęcią wstała. Ubrała się, po czym poszła do łazienki zrobić poranną toaletę.


Poszła do Wielkiej Sali na śniadanie.
Usiadła przy stole Gryfonów, nakładając sobie ziemniaki i kurczak.
Rozkoszowała się tymi pysznymi potrawami gdy do sali wpadł niczym burza Marvolo.
Nadzieja popatrzyła się na niego z obrzydzeniem czując , że robi się w żołądku niedobrze.
- Co się tak gapisz? – warknął i sam usiadł do stołu podsuwając sobie pod nos wszystkie półmiski jakie były w jego zasięgu.
Białowłosa prychnęła z oburzenia. Nie wiedziała , że jej brat jest takim okropnym czubkiem na jakiego wygląda. Najgorszy chłopak w Hogwarcie!
- Widziałeś wczoraj ten dziwny znak na niebie w kształcie gwiazdy? – szepnęłam.
- Mówisz, o znaku Deneb? – ściszył głos do szeptu.
- Tak. Nie wiedziałam , że jesteś, aż taki tępy... Posłuchaj nikomu nie możesz mówić o tym znaku. Ministerstwo Magii boi się, że Voldemort powróci z tą nową bronią. Kapujesz? Knot obawia się tego.
- Myślałem , że Knot to spoko gość – stwierdził brat. – Myliłem się.
- Źle myślisz – powiedziałam. – Wiesz... musimy o tym powiedzieć Harry’emu Potterowi, Hermionie Granger, Ronaldowi Weasley’owi.
- Po co? – zdziwił się.
- Voldemort chce zabić Harry’ego. A Deneb to nowa broń. – powiedziałam z strachem.
****

Marvolo już nic nie mówił do końca lunchu.
Pobiegła prosto do biblioteki czując, że tam jest Hermiona.
Nie myliła się.
Hermiona siedziała samotnie czytając ‘’Historię Hogwartu .
Podeszła do niej bliżej, czując się niepewnie.
- Cześć, mogę się przysiąść? – zapytała, uśmiechając się.
- Możesz. Proszę .
Usiadła.
Nie wiedziała jak zacząć rozmowę. Musiała się skupić i wszystko jej powiedzieć co się zdarzyło tamtego wieczora. Chodzi tu o życie Harry’ego...
Czuła jak żołądek dziwnie jej ‘’skacze’’. Denerwowała się.
- Przepraszam, że Ci przeszkadzam – zaczęła – Ale muszę Ci coś ważnego powiedzieć – ściszyła ton głosu do szeptu – Chodzi o Harry’ego.
Hermiona popatrzyła się na nią z otwartymi ustami. Nadzieja zauważyła dziwne błyski w orzechowych oczach Hermiony...
- Dobrze. Jeśli to ważne – powiedziała Hermiona obojętnym tonem.
- Ważne. Zacznę wszystko od początku co wiem...
Voldemort chce Harry’ego zabić. Co chyba zresztą wiesz… Jego nowa broń jest Deneb. Nie wiadomo czym jest, albo kim. Myślę, że to mógłby być Śmierciożerca. Riddle często wysyłał swoich zwolenników by Ci zabili Harry’ego. Więc może być i tak teraz... – wytłumaczyła spokojnie jak najbardziej umiała.
Hermiona się tylko uśmiechnęła dając do zrozumienia, że wie o tym.
Razem z Hermioną Nadzieja poszła do dormitorium.

skomentuj (7)




2005-01-18 13:08:26 >> Troll w lochach.

Spokój.... i cisza. To tylko najbardziej pragnęłam w tej chwili. Jak dla mnie zapowiadał się normalny poniedziałek. Z radością poszłam do Wielkiej Sali by zjeść spokojnie śniadanie. Weszłam do Wielkie Sali patrząc , czy w pobliżu nie ma gdzieś mojego brata. Usiadłam przy stole Krukonów.
- Nadzieja – zaczęła Nicole – Widziałaś gdzieś swojego brata? – spytała, nakładając sobie na talerz porcję ziemniaków.
- Nie widziałam – odpowiedziałam obojętnym tonem.
Tym razem ja sobie nałożyłam na talerz parę kiełbasek, małą porcję ziemniaków, no i na deser lody i czekolada.
- Uważaj bo będziesz gruba – zaśmiała się Amanda. Była młodsza od nas. Czasami rozmawialiśmy wesoło na przerwach , albo podczas lunchu.
- Uf.... wreszcie koniec! – jęknął Marvolo wchodząc do Wielkiej Sali cały uwalony błotem.
- A czym żeś, się tak zmęczył drogi bracie? – rzekłam szczerząc zęby.
- Jak to czym?! – oburzył się – Quiditchem! – ryknął na całą Salę. Wszyscy popatrzyli się nas jak na jakiś kretynów.
- Nicole zrób mi przysługę i powiedz , że mój brat nie jest największym idiotą – poprosiłam blądwłosą dziewczynę siedzącą obok mnie.
- Brat usiadł koło nas . Myślałam czy by go czasem mocno na opamiętanie nie walnąć (?). Ten pomysł wydawał się nawet dość fajny...
Po śniadaniu poszłyśmy tradycyjnie na lekcje. Mam nadzieję , że te lekcje szybką miną... Marvolo poszedł na lekcję zielarstwa, a my na wróżbiarstwo.

Siedziałyśmy na krzesłach w sali profesor Trelawney. Czekałyśmy na profesorkę. Weszła do klasy cała spocona i dziwnie dysząc.
- Co się stało?! – krzyknęły przerażone Parvati i Lavender – wielbicielki wróżbiarstwa.
- Wszyscy wychodzą natychmiast z sali! Troll jest w lochach! – ogłosiła profesorka.
No i tak się stało. Krukoni i Gryfoni wyszli z sali. Razem z prefektami poszli do Pokoju Wspólnego .
- Ciekawe kto wypuścił trola... – powiedziała Nicole.
- Najpier elfy, teraz trole, niedługo wypuszczą wilkołaka z Zakazanego Lasu! – dodała Amanda.
- Nie panikuj – powiedział spokojnie Marvolo jedząc fasolkę wszystkich smaków. – Blee..! Szpinakowa! – jęknął z obrzydzeniem rzucając pudełko. Już puste. – Chwała Bogu . Ostatnia to była. – dodał zadowolony.
- Phi – prychnęła Nicole ciągle patrząc na mojego głupiego brata .
- Co prychasz? – zapytał Marvolo wstając i otrzepując się z brudu.
- Nie Twój interes na co prycham .
- No i dobrze. Przynajmniej nie będziesz marudzić – uśmiechnął się.
- Bestia! – Nicole jak oparzona wyszła z PW.
Marvolo tylko mruknął coś pod nosem, i poszedł do swojego dormitorium. Mój brat jest najgłupszym facetem jakiegokolwiek miałam. Żałuję , że mam w ogóle brata... :-)


skomentuj (2)




2004-12-31 11:26:44 >> Wracamy.

Śnieg. Wszędzie był... No może nie w zamku, ale na błoniach to tak. Teraz byliśmy na eliksirach , które były inne niż zwykle. A mianowicie mieliśmy zastępstwo! Snape'a gdzieś wywiało , albo miał jakąś bardzo ważną misję.
Nowa pani profesor miała na imię Sophie. Sophie Terence. Była smukłą, dziwną blondynką. Była strasznie miła , co uczniom wcale nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie . Ale tylko Hermiona Granger uważała , że ona jest dziwna. Myśli , że ona jest śmierciożercą i tylko się podlizuje się dyrektorowi. Jak ona się bardzo myli...
Spojrzałam na nią... patrzyła wściekle na psorkę. W tej chwili odezwał się dzwonek....

Szybko pobiegłam do Pokoju Wspólnego Ravenclawu. Tam jest cisza i spokój...

***

W kominku wesoło trzaskał ogień, a ja siedziałam na kanapie koło Nicole. Miałam dziwne wrażenie , że przyjaciółka źle się czuje... Nagle coś dziwnego poczułam... Taki ostry ból...
Po jakimś czasie skierowałam się do naszego dormitorium mając nadzieję , że ból minie.

Nagle usłuszałam jakiś dziwny hałas , który mi się wcale nie podobał. Zobaczyłam przed sobą latające.. elfy? Wszyscy z Ravenclawu natychmiast przybyli zobaczyć to ''coś''.
Elfy latały sobie wesoło i rozwalały cały Pokój Wspólny. Niektóre stworzonka były bardzo kolorowe... różowe, niebieskie , białe, czarne, i Bóg wie jeszcze jakie.
- Skąd one są? - zapytała Chang.
- Chyba ktoś je wypuścił z klatki - stwierdziła Luna. Krukoni pokiwali głowami na znak , że Luna może mieć teraz rację. W tej chwili McGongall przybyła razem z profesorem Dumbledorem. Pare zaklęć rzucili na elfy , które natychmiast ''wylądowały'' w klatce.
- Idioci .. - mruknęłam wychodząc z PW.

skomentuj (6)




2004-12-23 11:53:30 >> Ogłoszenie parafialne: Przerwa Świąteczna.

Niestety mam złą wiadomość , a dla niektórych może być to dobra. Z powodu braku czasu musimy zrobić małą przerwę, chyba do ferii.. Przeżyjecie napewno bez nas i bez naszych wspaniałych notek...
Marvolo jest chory.. tak pozatym , zresztą ja też się nie za dobrze czuję.
Tak więc ogłaszamy przerwę do feri! Wesołych Potterowych Świąt! (;

~*~*~*~Życzy Marvolo i Nadzieja ~*~*~*~

skomentuj (4)




2004-11-24 18:48:12 >> Gwałt... czy tak musi być zawsze?

Z dedykacją dla wszystkich , którzy komentują. Za wszystko... że jesteście z nami... W trudnych chwilach i złych...
Dziękuję :*


******
Obudziłam się w swoim łóżku , jestem w dormitorium.
Nagle... serce mnie coś zabolało...
Prubóję wstać i robić swoje, i o dziwo chodź to jest rzadkością.. udaje sie.


******

Szłam na błonia tak spokojnie... Nagle coś w krzakach się poruszyło..
Przestraszyłam się. Podeszłam i ujrzałam... dziewczynę. Zgwałconą dziewczynę.
Leżała cała we krwi, i ledwo co oddychała. Była to Gryfonka. Na moim roczniku.
Na ciele miała wszędzie siniaki, podarta bluza, spódnica cała we krwi. Gdzie tylko spojrzeć wszędzie krew. Podeszłam jeszcze bliżej. Może ona żyje?
Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam dlaczego. Może nad losem tej biednej, dziewczyny?
Czym prędzej wezwałam pomoc - zanieśli ją do Skrzydła Szpitalnego.
- Co jej jest proszę pani? - zapytałam z zatroskaną miną, jakbym obawiała się najgorszego.
- Dziewczyna ma małe szanse na przeżycie, ma wielkie rany na ciele, zresztą sama zauważyłaś. Gdzie ją znalazłaś? - spytała pielęgniarka i zmarszczyła czoło.
- ... w krzakach.. Jak ona ma na imię? Kim jest?
- Anastazja Dambledore - odparła Pomponia, a mnie zatkało.
Córka dyrektora?! Niee... może wnuczka?.. spojrzałam ostatni raz na nią.. Żal mi jej...
- Dowidzenia Anastazjo Dambledore, do zobaczenia - rzekłam po czym wyszłam.

********

Miałam mętlik w głowie. Nie wiem co zrobić. Dambledore dostanie szoku jak zobaczy tak swoją... wnuczkę...
Weszłam do Pokoju Wspólnego Krukonów.
- Nadzieja co Ci jest? - zapytała mnie Destiny Croze , kiedy skierowałam się do dormitorium.
- Stała się straszna rzecz. - powiedziałam gdy przekroczyłam próg sypialni.
- To znaczy? - Destiny usiadła na łóżku koło mnie.
- Zgwałcono wnuczkę dyrektora.
- Coo?! Annę Dambledore?! Jak to możliwe?!
- Ty znasz ją?
- Pewnie! Ona jest bardzo miła! Kto by jej nie znał...
- A jak się uczy?
- Słabo.. ma same problemy.. szczególnie z zaklęć. Ja jej pomagam - powiedziała z dumą.
- Przynajmniej tyle.
- Myślisz że ona przeżyje?
- ... tak....
Destiny nic więcej nie powiedziała.
Poszliśmy odwiedzić dziewczynę. Było dużo osób, szczególnie z Gryffindoru.
- To ona Cię uratowała - ktoś powiedział, a towarzystwo spojrzało na mnie.
- ... dlaczego.. mi nie pozwoliłaś.. umrzeć?... dlaczego.. - jęczała Anna.
Byłam zaskoczona pytaniem Gryfonki. Dlaczego ona chce właśnie umrzeć? Czy jest , aż tak źle?
Większość Gryfonów również była zaskoczona. Okropność.
- Nikt nie zasługuje na śmierć. Naprawdę nikt. - uśmiechnęłam się do niej, ale ona nie.
Czułam że ona nie chce się uśmiechnąć... Przykro mi. Skierowałam się do wyjścia..


*****

Święta Bożego Narodzenia powoli się zbliżały. Anastazja zmarła. Dziś. Jutro odbędzie się jej pogrzeb... w głowie odbijały mi się jej słowa: ''... dlaczego.. mi nie pozwoliłaś.. umrzeć?... dlaczego..''... może ona przez ze mnie umarła? odeszła na tamten świat? Że nie pozwoliłam jej umrzeć w tych krzakach... powiedziała tylko jedno ostatnie słowo... ledwo, ale powiedziała...
Dziewczyna miała tylko siedemnaście lat... Ona nie miała szans na lepsze życie... nigdy nie miała... parę słuszałam bluzgi i obelgi w jej stronę... kiedyś...
Żegnaj Anastazjo Dambledore... spoczywaj w spokoju...

Jak widzicie straszne rzeczy zdarzają się w naszym świecie, wielu ludzi przez to traci wiarę w siebie i nas. Czy nie mogło by być lepiej? Zastanówcie się za nim zrobicie komuś krzywdę... naprawdę...warto tak zrobić

~*~Nadzieja~*~
skomentuj (19)




2004-11-13 20:42:48 >> Walentynki...

Przez ostatni tydzien po pamietnych wydarzeniach lezalem w skrzydle szpitalnym. Niestety Nadzieja nadal nie odzyskiwala przytomnosci. Czesto siedzialem przy niej z nadzieja ze w koncu sie ocknie. W koncu, gdy pewnego, i ladnego wieczoru siedzialem kolo jej lozka i czytalem ksiazke, Nadzieja otworzyla oczy. Myslalem ze ja tam udusze(tak mocna ja przytulilem).
-Gdzie ja jestem? - spytala slabym glosem.
-W skrzydle szpitalnym...
-A co sie...
-Nic... Przestan juz zadawac pytania i nie probuj wstawac. Musisz teraz duzo odpoczywac...
-Oj Mav...Ty jak zwykle taki troskliwy... Powiedz mi... Ktory dzisiaj jest...
-12 Luty...
-CO?! LEZE TU JUZ 2 TYGODNIE????
-Mowilem, spokojnie! Stracilas przytomnosc... Jutro Pani Pomfrey powinna Cie wypuscic...
-Cale szczescie... Nie moge opuscic walentynkowego balu... A Ty co? Zaprosiles juz kogos?
-Nie... - pokiwalem przeczaco glowa...
-No to na co czekasz? Zapros jakas dziewczyne!
-Nie mam ochoty... jedyna z ktora chcialem isc juz z kims idzie...
-Em...
-CO?! Skad wiesz ze chcialem ja zaprosic?!
-Oj Mav... Niby jestesmy rodzenstwem, a ty mnie prawie w ogole nie znasz... Od poczatku wiedzialam ze Ci sie podoba...
-Ale skad wiedzialas!?
-Twoj wzrok wsyztsko mi powiedzial... Gdybys wiedzial jak na nia patrzysz... hihi...
-O ty malpo! - powiedzialem zartobliwie i cisnąłem w nia poduszka.
W koncu poszedlem na kolacje. Kurcze jak ona slicznie jadla... Nagle moje przemyslenia przerwal dyrektor ktory zastukal nozem w... wszyscy wiemy w co i cala sala zamilkla.
-Drodzy uczniowie! Jak wiecie juz za dwa dni walentynki i czeka nas bal. Kilkoro uczniow stwierdzilo ze w naszej szkole jest bardzo goraca i wszystkich ugodzila strzala Amora, dlatego wlasnie od dzisiaj przed wejsciem do Wielkiej Sali stoi urna gdzie mozecie wrzucac zaadresowane kartki, dla bliskich Wam osob. W Walentynki wszytskie kartki zostana rozdane sowia poczta. No a teraz mozecie dokonczyc swoj posilek... - no i dyrek oczywiscie usiadl...
To byla moja szansa - pomyslalem... Juz nawet odechcialo mi sie jesc. Od razu polecialem do mojego dormitorium. Wzialem kawalek pergaminu i pioro po czym zaczalem pisac...

Moze wiesz,

moze nie

lecz ja bardzo

Kocham Cię...


Jesli chcesz sie dowiedziec, kto jest Twoim cichym wielbicielem, badz w walentynki, zaraz po sniadaniu, na skraju zakazanego lasu...(obok chatki Hagrida)

Twoj cichyb wielbiciel...


Wiem ze to bylo dosc banalne, ale nie moglem wymyslic nic lepszego... Wsadzilem liscik do czerwonej koperty i napisalem Emma Felton...
Gdy wszyscy juz zasneli( a bylo to kolo 23.00) wymknalem sie z pokoju wspolnego Krukonow. Filcha nigdzie nie bylo wiec spokojnie wrzucilem kartke do pudla, stojacego przed Wielka Sala... Wrocilem do lozka bardzo podekscytowany... Syzbko zasnalem myslac o Em...

***
WALENTYNKI

Tak jak myslalem, Nadzieja zostala wczoraj wypuszczona ze skrzydla szpitalnego. Oczywiscie byla cala w skowronkach... Pewnie dlatego ze Harry zaprosil ja na ten bal... Ja nadal nie mialem z kim isc, mimo to bylem szczesliwy...
Po sniadaniu wybieglem na blonia...
Strasznie sie zestresowalem i w pewnym momencie chcialem sobie stamtad pojsc... Niestety nie zdarzylem bo nagle, niewiadomo skad wziela sie tam Em...
-Witaj Mav... Sliczna walentynka... - powiedziala do mnie i zarumienila sie lekko... I tak byla sliczna...
-Em... Juz wczesniej chcialem Ci powiedziec, ale... nie wiedzialem jak... - ona sie tylko usmiechnela...
-CHodz moze usiadziemy na schodkach domku Hagrida... Nie ma go teraz... Dekoruje sale...
Zrobilismy tak jak powiedziala... Nie wiedzialem co mam mowic.
-Eh... Em...
-Mav... nic nie mow... Wiem ze czujesz sie nieswojo...
-Dzieki Em...
-Posluchaj... Przykro mi ze musze Ci sprawidz zawod... Wiesz... ja mam Tom'a i go bardzo, ale to bardzo kocham...
-Wiem... Na bal pewnie tez idziesz z nim... -Em usmiechnela sie do mnie
-Chyba sie zdziwisz, bo Tom'a nie bedzie na balu... Dlatego nie bedzie mnie dzisiaj przez kilka godzin bo ide z nim do Hogsmeade... Pozniej niestety moj misiek musi jechac do domu... Jego mama zachorowala...
-Czyli... Em... - spojrzalem jej prosto w oczy - Czy zgodzisz sie towarzyszyc mi dzisiaj na balu?
-Z przyjemnoscia - odpowiedziala radosnie i cmoknela mnie w policzek... - A wracajac do poprzedniego tematu... Mozemy poprostu zostac przyjaciolmi...
-Jasne! - powiedzialem rozpromieniony.
-No a teraz - powklepala mnie po ramieniu i wstala - musze juz isc... Ide do Hogsmeade...
-Pa... Milej zabawy. Powiedzialem...
Siedzialem tam jeszcze chwile, po czym wrocilem do Hogwartu. Bylet szczesliwy jak nigdy.

***
Nastal wieczor... Wszyscy byli wystrojeni. Gdy ja sie przyszykowalem poszedlem po Em. Czekalem na nia przed wierza Gryffindoru. Wyszla slicznie ubrana w jedwabna, blekitna sukienke na ramiaczkach.
-Slicznie wygladasz. - powiedzialem, gdy podeszla do mnie.
-Dziekuje... - powiedziala i zarumienila sie. Wzialem ja pod reke i poszlismy do Wielkiej Sali. Bylo swietnie! Prawie caly czas z nia tanczylem... Kilka razy zatanczyla z Harry'm, Ron'em i jeszcze kilkoma chlopakami. W koncu wybila godizna dwunasta i dyrektor zarzadzil koniec imprezy... Odprowadzilem Em do Wierzy Gryffindoru...
-Swietnie sie bawilam... -pwoiedziala do mnie.
-Ja tez...
-I dzieki za szczerosc Mav... - powiedziala, po czym pocalowala mnie w policzek. Zaraz po tym zniknela, za obrazem Grubej Damy...
Ja wrocilem caly szczesliwy do pokoju wspolnego krukonow i przez pol nocy siedzialem przed kominkeim z Nadzieja i rozmawialismy o balu... Zasnalem na kanapie, gdzie bylo cieplutko... Nadzieja przykryla mnie kocem, po czym sama chyba poszla spac... W kazdym razie nigdy nie spalo mi sie lepiej...


By Marvolo...

skomentuj (24)